lipca 03, 2020

"Projektowanie wnętrz to nie budowanie promów kosmicznych!" - druga część wywiadu z projektantką wnętrz Anetą Wierzbicką


Chemia między klientem a projektantem? Studia na architekturze wnętrz czy może kopiowanie cudzych pomysłów? - w tej części dowiecie się samych ciekawostek o zawodzie projektanta wnętrz! I najważniejsze – kiedy i czy w ogóle warto skorzystać z usług osoby fachowo zajmującej się projektowaniem wnętrz.


Projektantka wnętrz Aneta Wierzbicka




Gotowi na drugą część megainpisrującego wywiadu? Zaczynamy!


Po takim zadziornym wstępie, przejdźmy do rozmów na konkretne zagadnienia, które ciekawią mnie już od bardzo dawna! Chemia między klientem a projektantem - prawda czy mit? Można pracować z trudnym i kapryśnym klientem?

Aneta Wierzbicka: Oczywiście, że prawda. Chemia musi być! Kiedy wpuszczasz kogoś do swojego domu, to tak naprawdę wpuszczasz go do swojego świata. Żeby projektant potrafił odzwierciedlić ten świat w projekcie, musisz się przed nim otworzyć, zaufać, opowiedzieć o sobie, rodzinie, marzeniach. Nie wyobrażam sobie projektowania domu dla kogoś, kogo zwyczajnie nie lubię. No nie! Przy wnętrzach komercyjnych jest trochę inaczej, bo wtedy projektujemy „pod klienta” naszego zleceniodawcy, ale nawet wtedy o wiele przyjemniej się pracuje z kimś, z kim po prostu dobrze się dogadujemy. Czy klient będzie trudny lub kapryśny, zwykle widać już w pierwszej rozmowie. Wtedy zdarza mi się odmówić współpracy, bo jednak kreatywność wymaga przyjaznego środowiska.


Czy po studiach z architektury wnętrz nie masz wrażenia, że to był zmarnowany czas? Czy nie lepiej było się uczyć na „żywych” pomieszczeniach? Znam sporo takich samozwańczych „architektów”.

Ha ha, zaskoczę Cię! Nie studiowałam architektury wnętrz i nigdy nie mówię o sobie architekt. Zawsze projektant. Więc nie, nie zmarnowałam czasu na architekturze wnętrz ;) Zmarnowałam go za to sporo na studiach ekonomicznych, które wybrałam z tchórzostwa, zamiast właśnie wymarzonej architektury wnętrz.

Potem nie chciałam tracić kolejnych pięciu lat na uczelni państwowej, a tylko te, jak do tej pory, nadają tytuł architekt bądź architekt wnętrz. Jeśli ktoś nie ukończył architektury wnętrz na uczelni plastycznej lub politechnice, to zwyczajnie nie ma prawa używać tego tytułu. Wiele osób to prawo łamie, bo słowo architekt brzmi dumnie. Sama chciałabym go używać.

Ważniejszy był jednak dla mnie poziom nauki. Chciałam uczyć się od specjalistów i chciałam się uczyć rzeczy praktycznych, dlatego wybrałam studia podyplomowe „Aranżacja Wnętrz” w School of Form przy Uniwersytecie SWPS. Wiedziałam, że poziom nauczania jaki oferują jest światowy, bo już wcześniej wzięłam udział w cyklu szkoleń o zarządzaniu innowacją organizowanych przez tę uczelnię i byłam pod ogromnym wrażeniem!
Tak właśnie chciałam się uczyć! Efektywnie, praktycznie i od najlepszych. I nie pomyliłam się. Myślę, że materiał, który przerobiliśmy w rok bardzo intensywnych studiów podyplomowych, miał podobną wagę do państwowych 3-4 lat nauki. Naprawdę. Nie było to tylko moje odczucie. Czasu nie straciłam na pewno, a to dla mnie o wiele cenniejsze, niż tytuł architekta wnętrz.

Oczywiście nie chcę urazić nikogo po architekturze wnętrz - znam takie osoby i wszystkie zgodnie twierdzą, że studia państwowe niewiele dają. Wierzę, bo mam takie samo odczucie po ukończeniu jednej z najlepszych uczelni ekonomicznych. Polskie uczelnie uczą w sposób przestarzały i skostniały. Pomijają praktykę! Czasem trafi się jakiś pasjonat, który wnosi jakąś świeżość, ale przeważa poczucie, że co najmniej połowa zajęć jest niepotrzebna lub źle prowadzona. Co prawda, skończyłam studia już jakiś czas temu, ale dobrze wiem, że w tej kwestii niewiele się zmieniło. No i króluje teoria. Wszystkiego uczymy się tak naprawdę dopiero po studiach, w praktyce. Zarówno ja, po aranżacji wnętrz jak i osoby prosto po studiach z architekturą w nazwie.

Najważniejsza jest praktyka i doświadczenie. Ono jest ważniejsze niż dyplom. I efekty, które mówią same za siebie. Przynajmniej w projektowaniu wnętrz. Projektowanie budynków to zupełnie inna działka, która wymaga twardych uprawnień.

Aranżacja sypialni - Aneta Wierzbicka
Fot. Aneta Wierzbicka. Aranżacja sypialni w brązach i turkusie.


Uważasz, że każdy kto ma choć odrobinę artystycznego zacięcia, może kreować się na znawcę wnętrz?

Na własne potrzeby? Jak najbardziej. A czy może zajmować się tym zawodowo, zweryfikuje rynek. Jeśli urządzanie własnego mieszkania sprawia mi radość i podoba mi się efekt, to żadnym znawcom nic do tego. To może być moje hobby. Jednak jeśli Twoje aranżacje podobają się nie tylko mnie, a znajomi i rodzina zaczynają podpytywać o porady, to coś jest na rzeczy ;) Oni widzą, że wiesz na ten temat więcej, że się znasz. Wtedy można myśleć o tym, aby pasję przekształcić w zawód.


A jak jest z kopiowaniem pomysłów we wnętrzach? Czy projektanci wnętrz powinni czuć się zagrożeni, że zwykli Kowalscy zrzynają pomysły designerskich głów, próbując mniej lub bardziej udanie zaaranżować swoje M4?

Temat stary jak świat: co jest inspiracją a co kopią? Tak naprawdę wszystko już było, a każdy kolejny projekt jest pochodną tego co już widzieliśmy, czego doświadczyliśmy, czy zwyczajnie bazuje na asortymencie sklepów. Przenoszenie rozwiązań, które widzimy w projektach lub sklepach na grunt własnego mieszkania to nic złego, bo to użytek własny.

Ważne, aby nie kopiować pomysłów na użytek komercyjny. Wiadomo, że w projektach powtarzają się modne w danej chwili: elementy, meble, czy rozwiązania funkcjonalne, ale najgorsze co może być, to zobaczyć gdzieś w Internecie własny projekt skopiowany 1:1, podpisany innym nazwiskiem. Wielu projektantów się na to skarży. Mnie również zdarzyło się coś takiego przeżyć. Osoba, która skopiowała mój projekt nie wysiliła się, aby zmienić choćby jeden element. To tylko świadczy o jej „talencie”.


Przerażające! Przecież to kradzież w czystej postaci!
Co takiego jednak skłania ludzi do korzystania z usług projektanta wnętrz? Ja wiem, ale jestem ciekawa jakie motywacje mieli Twoi dotychczasowi klienci?

Jest wiele powodów. Te, które pojawiają się najczęściej, to frustracja po nieudanych próbach aranżacji własnego domu, poczucie niewykorzystanego potencjału mieszkania, niewygoda, brak „kropki nad i”, chęć posiadania nieszablonowego wnętrza, trudne doświadczenia poprzednich remontów i wreszcie polecenia znajomych :) Nic tak nie przekonuje do danego projektanta, jak świetnie zaprojektowane mieszkanie, które zobaczymy na parapetówce u znajomych.

A wracając do innych powodów - projektowanie wnętrz to nie tylko kolory, poduszki i meble. To przede wszystkim układ funkcjonalny, który jest bolączką większości Polaków. Ludzie naprawdę mają ogromny problem z wykorzystaniem potencjału własnych mieszkań, nie dostrzegają możliwości. Ja widzę je bardzo dobrze i potrafię je wskazać praktycznie od ręki, co zawsze skutkuje szokiem i ulgą w oczach klientów. Nie zliczę, ile razy słyszałam od klientów, że czegoś nie da się zrobić lub zmieścić, a ja po chwili podaję rozwiązanie na tacy. 

Po określeniu idealnego układu funkcjonalnego, aranżacja to już pikuś. Oczywiście żartuję, tu także można wydać sporo pieniędzy i nie osiągnąć wymarzonego efektu. Osoby, które już mają takie doświadczenia za sobą, bardzo chętnie korzystają z pomocy projektanta. Jeśli nie w postaci projektu, to chociaż konsultacji. Takich z gatunku zmieniających życie ;)


Biało-miętowa, przytulna sypialnia - Aneta Wierzbicka
Fot. Aneta Wierzbicka. Biało-miętowa, przytulna sypialnia.


To mi się podoba! Lubisz wracać do domów swoich klientów lub oglądać zdjęcia z projektowanych przez siebie wnętrz? Nie przeszkadza Ci, że ktoś jednak nie posłuchał Twoich podpowiedzi i urządził coś po swojemu?

Uwielbiam! Zawsze proszę moich klientów o przesłanie zdjęć po remoncie, czy metamorfozie. Niektórzy zapraszają mnie do siebie na kawę, aby pochwalić się efektem na żywo.
Zmiany projektu się zdarzają i ja nie mam z tym problemu, bo często są efektem tego, że otworzyłam kogoś na poszukiwania własnego stylu czy rozwiązań. Jedna z moich pierwszych klientek powiedziała, że po spotkaniu ze mną „otworzyły jej się czakry” i nagle wiedziała już czego potrzebuje we własnych wnętrzach. Tego typu historie słyszałam już wiele razy, ale to te czakry zapamiętałam najbardziej
Na początku rozmowy często słyszę: „Nie wiem od czego zacząć!”, a w trakcie współpracy widzę jak uśpione pokłady kreatywności powoli się uwalniają. Pokazuję jak zacząć, a potem płyniemy razem. Spontaniczna zmiana koloru czarnego na miętowy pod wpływem aranżacji, którą przypadkowo zobaczyliśmy w gazecie? Czemu nie! Zachęcam do zabawy wnętrzem. Żyje się raz!Aranżacje to nie budowlanka - tu można bawić się możliwościami, zmieniać zdanie, eksperymentować. Projektowanie wnętrz, to nie budowanie promów kosmicznych!



W Twojej pracy uwielbiam to, że projektowane przez Ciebie wnętrza żyją. Są zawsze doskonale dostosowane do potrzeb mieszkańców, ale w ogóle nie tracą na stylu, porządku i zachwycie, że są takie piękne! Takie idealne! Czy mimo to miewasz projekty, które nie do końca lubisz, mimo że klienci są zadowoleni?

Oczywiście! Najważniejsze jest zadowolenie klienta. Bywa, że projektuję coś „nie po mojemu” na wyraźną prośbę klienta. Staram się wtedy wyciągnąć z tego pomysłu jak najwięcej, dobrze ten temat opracować, aby wyszło jak najlepiej. I najważniejsze, żeby klient był zadowolony. Bardzo nie lubię we wnętrzach koloru pomarańczowego. Raczej go u mnie nie zobaczysz, bo w portfolio staram się pokazywać tylko projekty spójne z moim stylem w 100%, ale to nie znaczy, że nigdy nie dobierałam sześciolatkowi idealnego odcienia pomarańczu na ścianie. Moją rolą jest dotrzeć do marzeń i złożyć je w jedną całość.
A co do idealnych wnętrz w portfolio to wiesz… Zwykle sesje zdjęciowa robię prosto po remoncie, ale fakt, zawsze staram się zaaranżować trochę codziennego życia. W końcu moja drugą specjalizacją jest home staging.

Łazienka w bieli i czerni - Aneta Wierzbicka
Fot. Aneta Wierzbicka. Nowoczesna łazienka w bieli i czerni.




I jak Wam się podobało? Jesteście ciekawi trzeciej części? 

Zapewniam, że warto!!! I zdradzę kilka szczegółów naszej współpracy dla wspólnego inwestora!

Do przeczytania za tydzień!



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny! Będzie mi miło, jeśli zechcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Instagram

Copyright © u Babeczki