maja 10, 2019

Jak lampy potrafią zmienić wnętrze?

Czy Wy też czekacie już z niecierpliwością na weekend i chwilę wytchnienia? A może planujecie mały remont na nadchodzącą sobotę? Tak czy owak, zapraszam Was do lektury, 8. już części, cyklu "Po godzinach, czyli..." o moich zmaganiach z lampami ;) 

   Tak, kocham remonty! To już wiecie! Uwielbiam zmiany! Ale żeby Babeczka została elektrykiem?! No nie! Tego jeszcze było! I nie będzie. Mogę jeszcze zostać hydraulikiem, ale specem od prądu raczej nie. Kabelki wywołują we mnie dziwny niepokój... Wczoraj żartowałam z moim Tatą - najlepszym fachowcem od wszelkich domowych robót - że od wody to najwyżej będę mokra, a z prądem ma się tylko jedną szansę ;) Nie wiem komu bardziej nie ufam, sobie czy elektryce?

   Teraz już na poważnie. Cały zamysł zmian w salonie i części jadalnianej zaczął się bardzo niewinnie. Przy okazji kolejnej wizyty w markecie budowlanym, tym razem na literkę C, wpadł w moje ręce mały katalog pt. "Dekoracje 2018", a był to grudzień ubiegłego roku! Popołudnia i wieczory były długie, razem z moimi dziewczynkami oglądałyśmy go spokojnie i wnikliwie! oczywiście, aż wreszcie moim oczom ukazały się lampy! Te LAMPY!

Lampa "Sześcian" - prosta, surowa, industrialna. Idealnie wpisuje się we wnętrze wykończone drewnem i betonem.

      Przyznam szczerze, że do tej pory oświetlenie nie robiło na mnie szczególnego wrażenia, ot lampy to lampy, takie czy inne - nie miało to większego znaczenia, byle dawały dużo światła.
     Takie właśnie było poprzednie oświetlenie w naszym salonie. Bardzo jasne i szalenie mi to odpowiadało! Szklane 2-częściowe klosze i chromowana obudowa kabli - klasyczne i minimalistyczne zarazem. Miały jednak jedną bardzo WIELKĄ wadę! Utrzymanie ich w czystości było koszmarem!!! Klosz składał się z dwóch części - przezroczystej i mlecznej, połączonych wystającymi, metalowymi śrubkami. Rozkręcenie każdego elementu, umycie, wytarcie do sucha bez zacieków i skręcenie elementów bez pozostawienia odcisków palców, to był dramat w 4 aktach (1 lampa 3-elementowa i 1 lampa pojedyncza przy kanapie)! Oczywiście, należało jeszcze uważać, aby nie zbić kloszów! Nie muszę Wam mówić, jak lampa ta wyglądała w okresie letnim, kiedy pomiędzy dwie warstwy szkła wpadały nieproszone owady lecące do światła... 

Klasyczna lampa, składająca się ze szklanych elementów skręcanych śrubkami. 

      Aż tu nagle i niespodziewanie pojawił się ideał! To była miłość od pierwszego wejrzenia! Czarna lampa - prosta, surowa, industrialna, bez szkła, łatwa do posprzątania (wystarczy przetrzeć ją z kurzu ściereczką) i kompleksowo wpisująca się do dalszych zmian w salonie, których to koncept pojawił się w moje głowie lawinowo, gdy tylko je zobaczyłam! :) 

Lampa "Sześcian". Czarne wykończenie i betonowa ściana świetnie do siebie pasują.

     Jedyna obawa jaka się pojawiła, to ilość światła jaką taka lampa może dawać. W końcu jej budowa, a konkretnie dolna jej część zasłania żarówkę, skutecznie hamując i załamując światło. Lampę kupiłam więc tylko na próbę - musiałam sprawdzić, jak będzie się funkcjonować w pomieszczeniu, które do tej pory zawsze było jasne. Lampa zdała egzamin!!! Wystarczyło zmienić żarówkę na mocniejszą (oczywiście ledową) i odrobinę się przyzwyczaić, że w pokoju są cienie ;) 
Moje ukochane sześciany zdały egzamin na 5 z plusem i już wiedziałam, że pociągną za sobą kolejne zmiany...

Tak wygląda włączona lampa Sześcian, gdy za oknem jest już ciemno.

     Mam nadzieję, że przekonałam Was do zmiany lampy - to taka mała metamorfoza, a jaka wielka zmiana! Wierzę, że jeśli zastanawialiście się nad zakupem żyrandolu w kształcie sześcianów, to właśnie podjęliście decyzję o jej zakupie ;) Nie, nie jest to wpis sponsorowany ;)

Wasza Babeczka

PS Bądźcie spokojni, wszystkie sprawy elektryczne załatwił tym razem mój Tata, jesteśmy więc bezpieczni! :D

1 komentarz:

Dziękuję za odwiedziny! Będzie mi miło, jeśli zechcesz podzielić się ze mną swoją opinią.

Instagram

Copyright © u Babeczki